Mama zmarła w dniu dzisiejszym. Sprzątając jej szafę, kopertę z napisem "Nie otwieraj przy ojcu". Ojciec nie żył od dwunastu lat.
Trzymałam tę kopertę i nie odłożyłam. był żółty, z zagiętym rogiem, lekki - w środku był zamknięty kilka kartek. Mama taki zwyczaj, że podpisywała wszystko. Słoiki z dżemem, segregatory z rachunkami, urządzenia po butach przerobione na pojemniki. Ale to nie był podpis do segregatora. To był przekaz. Zakaz. Prośba.
Stałam w jej sypialni, między szafą z lutrem a tapczanem, na którym spała czterdzieści łac. Pachniało lawendą z saszetki, wkładała między swetry. Na parapecie doniczka z fiołkiem, który zdążył uschnąć, bo nikt go nie podlewał od trzech tygodni.
Od ukrytej koperty na łóżko i ukryte do miejsca zamieszkania.
- Anka, wydarzenie w szafie mamy. Kopertę. Z napisem, żeby nie otwierać przy ojcu.
- Co w niej jest?
- Nie będę jeszcze.
- Aby otworzyć.
- Właśnie nie wiem, czy wiem.
Anka milczała chwilę. dodatekam, jak w tle jej syn woła o drugie śniadanie.