Zrobiłam kopie nowego testamentu, wydrukowałam rozmowę na WhatsAppie, w której Melissa mnie obraziła, i przygotowałam folder ze wszystkimi paragonami z poprzednich niedziel — za zakupy spożywcze, składniki, za wszystko, co wydałam z własnej kieszeni, żeby dla nich ugotować.
Przygotowałam także dyktafon cyfrowy, którego używam, żeby pamiętać o wizytach u lekarza.
Jutro zamierzałem nagrać całą rozmowę, bo wiedziałem, że później Melissa i Chris zaprzeczą wszystkiemu, co powiedzą. Będą twierdzić, że źle zrozumiałem.
Zanim położyłem się spać, napisałem w dzienniku: „Jutro Melissa i Chris odkryją, że ich matka nie jest głupią staruszką, za jaką ich uważali. Nauczą się, że czyny mają swoje konsekwencje. I zrozumieją, że o szacunek się nie prosi, ale trzeba na niego zasłużyć”.
Zasnąłem spokojnie, spokojniej niż przez ostatnie miesiące.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem, że panuję nad swoim życiem.
Jutro zapowiadał się bardzo ciekawy dzień.
Dokładnie o trzeciej Melissa i Chris zapukali do moich drzwi.
Widziałem ich z okna mojego salonu. Niosła nowiutką różową teczkę. On trzymał laptopa pod pachą.
Przyszli uśmiechnięci, elegancko ubrani, jakby szli na ważne spotkanie biznesowe. Jak ironia.
„Mamo”. Melissa pocałowała mnie w policzek, jakby nic się nie stało w zeszłą niedzielę. „Wyglądasz świetnie. Czujesz się lepiej?”
Jakby moim problemem była grypa, a nie upokorzenie, jakie mi zrobiła na oczach mojej wnuczki.
Chris przytulił mnie z tą udawaną poufałością, która tak bardzo mnie drażniła.
„Auroro, bardzo dziękujemy za zaproszenie. Z wielką przyjemnością zaprezentujemy Ci tę okazję”.
Siedzieli w moim salonie, jakby byli jego właścicielami. Chris natychmiast otworzył laptopa.
„Czy napije się pani kawy?” zapytałam z najlepszym uśmiechem gospodyni.
Melissa kiwała głową, roztargniona, przeglądając jednocześnie swoje dokumenty.
„Tak, mamo. Dziękuję. Ale nie zawracaj sobie głowy. To nie potrwa długo.”
Nie przejmuj się zbytnio.
Jakby służba im była dla mnie ciężarem.
Poszedłem do kuchni i zrobiłem kawę, korzystając z okazji, by dyskretnie włączyć dyktafon. Położyłem go na tacy z kubkami, ukrytej między serwetkami.
Każde wypowiedziane przez nich słowo zostanie zapisane dla potomności.
Wróciłem do salonu i podałem kawę. Chris miał już gotową prezentację na ekranie komputera.
„Patrz, Auroro, to jest ta lokalizacja”. Pokazał mi zdjęcia lokalu komercyjnego, który wyglądał bardzo ładnie. „To idealna okolica, z dużym ruchem pieszych, głównie młodych ludzi, którzy są naszym docelowym rynkiem”.
Melissa wyjęła kilka papierów ze swojego różowego folderu.
„Mamo, oto wszystkie liczby. Początkowa inwestycja to dwieście tysięcy dolarów, ale spójrz na prognozy zysków”.
Pokazała mi kilka wykresów, które wyglądały, jakby zrobiło je dziecko – z liczbami, które najwyraźniej wymyśliło.
„Wygląda ciekawie” – powiedziałem, powoli popijając kawę. „A po co ci moja inwestycja? Nie możesz wziąć pożyczki w banku?”
Chris i Melissa szybko spojrzeli na siebie.
„No cóż, Auroro, banki są bardzo skomplikowane. Wymagają wielu warunków i pobierają bardzo wysokie oprocentowanie. Poza tym, mamo” – dodała Melissa tym słodkim głosem, którego używała, gdy czegoś chciała – „pomyśleliśmy, że fajnie byłoby, gdyby to była firma rodzinna. Byłabyś naszą partnerką, a nie tylko inwestorką”.
Partner.
Jakbym miał jakąkolwiek kontrolę nad pieniędzmi.
„A jakie gwarancje dajecie?” – zapytałem.
Chris się zdenerwował.
„Gwarancje? Cóż, Auroro, jesteśmy rodziną. Nasze słowo powinno wystarczyć”.
Melissa skinęła głową.
„Mamo, od kiedy potrzebujesz gwarancji od własnej córki?”
Ponieważ ta córka krzyczała na mnie, że nie pasuję do jej rodziny, pomyślałem, ale tego nie powiedziałem.
Zamiast tego kontynuowałem zadawanie pytań.
„Czy sprawdziłeś konkurencję? Czy wiesz, ile sklepów odzieżowych jest w tej okolicy?”
Chris wyjąkał coś na temat tego, że jego pomysł jest inny, ale nie miał żadnych konkretnych liczb.
„A co, jeśli biznes nie wypali?” – zapytałem. „Jak zwrócisz mi zainwestowane pieniądze?”
Melissa straciła cierpliwość.
„Mamo, dlaczego myślisz tak negatywnie? Biznes odniesie ogromny sukces”.
Nie mieli planu B. Mieli tylko marzenia i moje pieniądze.
Postanowiłem zmienić taktykę.
„Melissa, po tym, co wydarzyło się w niedzielę, jestem zaskoczony, że przychodzisz tu i prosisz mnie o pieniądze”.
Jej twarz natychmiast się zmieniła.
„Mamo, już mówiłam, że wszyscy miewamy gorsze dni. Nie chowaj urazy”.
Uraza.
Przyjrzałem się jej uważnie.
„Córko, krzyczałaś na mnie, że nie pasuję do rodziny. Wyrzuciłaś mnie z domu, a teraz przychodzisz i żądasz ode mnie dwustu tysięcy dolarów, jakby nic się nie stało”.
Chris próbował interweniować.
„Auroro, rodziny zawsze się kłócą. Ważne, żeby iść naprzód”.
Melissa westchnęła dramatycznie.
„Dobrze, mamo. Przepraszam za niedzielę. Wiesz, jak się denerwuję, ale to nie ma nic wspólnego z pracą.”
Nieszczere przeprosiny, tylko po to, żeby wyciągnąć pieniądze.
„Wiesz co?” – powiedziałem, wstając z krzesła. „Pozwól mi się zastanowić. To kupa pieniędzy i muszę mieć pewność”.
Melissa zbladła.
„Pomyśl, mamo? Pracujemy nad tym od tygodni. Właściciel lokalu potrzebuje odpowiedzi w tym tygodniu”.
Chris zamknął laptopa, ledwo skrywając frustrację.
„Auroro, z całym szacunkiem, ta szansa nie będzie trwała wiecznie. Jeśli my teraz nie zajmiemy tego miejsca, zrobi to ktoś inny”.
Ciśnienie.
Zawsze stosowali presję, gdy nie otrzymywali od razu tego, czego chcieli.
„Rozumiem” – powiedziałem spokojnie – „ale dwieście tysięcy dolarów to nie są drobne. Muszę skonsultować się z prawnikiem, przeanalizować swoje finanse i mieć całkowitą pewność”.
Melissa gwałtownie wstała.
„Twój prawnik? Po co ci prawnik? Jesteśmy twoją rodziną”.
„Właśnie dlatego, że jesteście moją rodziną” – odpowiedziałem. „Chcę robić wszystko dobrze. Jeśli mamy być partnerami, potrzebujemy umowy prawnej, która chroni wszystkich”.
Chris również wstał.
„Auroro, myślę, że komplikujesz coś bardzo prostego.”
Melissa zaczęła energicznymi ruchami zbierać papiery.
„Mamo, czasami mam wrażenie, że nam nie ufasz po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy.”
A co oni właściwie dla mnie zrobili?