CZĘŚĆ 2
Kiedy opuściłem szpital, mój ojciec przejął już dom mojej matki, przechadzał się po nim, jakby zawsze należał do niego, i pił jej whisky pod jej portretem.
„Powinnaś być wdzięczna” – powiedział, gdy weszłam do środka o kulach. „Utrzymywałem wszystko w ruchu, kiedy leżałaś w łóżku”.
Celia zaśmiała się cicho.
„Uważaj, Martin. Ona może cię pozwać za te delikatne dłonie”.
Mój przyrodni brat nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.
„Co jest zepsute – ciało czy mózg?”
Nie odpowiedziałem. Po prostu patrzyłem na niego, aż on pierwszy odwrócił wzrok.
„Potrzebuję dostępu do swojego biura” – powiedziałem.
„Twoje biuro jest remontowane” – odpowiedział mój ojciec lekceważąco.
„Przekształcony” – dodała Celia z uśmiechem. „Dla Adriana. Dołącza do zarządu”.
Zarząd. Firma mojej matki. Mówili tak, jakbym już nie żył.
Tej nocy, podczas gdy oni świętowali na dole, ja siedziałem w ciemności na górze i podsłuchiwałem przez otwór wentylacyjny, tak jak robiłem to w dzieciństwie.
„Kiedy podpisze dokumenty o niezdolności do pracy, będziemy mogli przejąć kontrolę” – powiedziała Celia.
„Ona już wygląda na półżywą” – zaśmiał się Adrian.
„Jeden raport medyczny i jeden głos zarządu” – dodał mój ojciec. „Do piątku jej akcje zostaną zamrożone”.
„A wypadek?” zapytała Celia.
„Mechanik dostał zapłatę. Nagranie zniknęło.”
Moja dłoń zacisnęła się na telefonie. Bo nagranie nie zniknęło. Było przechowywane dokładnie tam, gdzie zaplanowała je moja matka. Nigdy się o tym nie dowiedział.
O 2:13 w nocy wykonałem telefon.
„Chcę wszystkiego” – powiedziałem cicho.
„Policja?” zapytał głos.
"Jeszcze nie."
„Czego więc chcesz?”
Spojrzałem w ciemność.
„Chcę, żeby był obudzony, kiedy wszystko się zawali.”